Ale Vivien miała pecha, że zawsze trafiała na Schuyler. Brunetka cała się spięła, a Sky zmierzyła ją od stóp do głów i usiadła na moim łóżku.
- Kiedy wychodzisz? - spytała całkowicie ignorując Vivien.
- Dziś po południu. - odparłem lekko ściskając dłoń mojej dziewczyny, mając zamiar choć trochę ją rozluźnić.
- Rozumiem, że pamiętasz iż razem z Alex'em idziemy na błonia, pogadać o zbliżającym się meczu. - powiedziała przyglądając się wypielęgnowanym paznokcią pomalowanych na czarno.
Vivien?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz